Pobiegem na d do naszej kabiny. Ojciec wynosi rzeczy na pokad. Pomogem mu zarzuci worek na plecy. Przysta wygldaa jak statek, miaa nawet komin, z ktrego wydobywaa si niebieskawa smuga dymu. Nie opodal przystani czekao kilka furmanek. Zaadowano na nie baga. Wonice odebrali maym konikom worki z obrokiem. Ruszylimy. Jechalimy duktem, wymoszczonym poprzecznie wielkimi pniami. 